wtorek, 6 sierpnia 2013

Pierwsze komplikacje

Ostatnio odnoszę dziwne wrażenie, że im szybciej staram się coś załatwić, tym dłużej to trwa. W sumie nie to, żeby to była jakaś nowość. Ostatecznie udało mi się zebrać całą dokumentację do wizy, biegałam po lekarzach i fotografach, robiłam te wszystkie prześwietlenia. I co? I nic. Jestem świeżo po rozmowie w konsulacie, gdzie powiedziano mi, że moja aplikacja nie może zostać przyjęta, gdyż~ w certyfikacie zdrowia brakuje pieczątki lekarza rodzinnego. No cholera jasna!

Mimo to zdołałam namówić przemiłego pana z okienka, żeby chociaż spróbował przekonać konsula do przyjęcia mojej aplikacji bez tego felernego stempla. Jeśli się uda, to w czwartek będę mogła już odebrać wizę, jeśli nie - czeka mnie kolejna wizyta u mojej ukochanej pani doktor. A czas ucieka.

Co by nie było, że ze mnie pesymistka. Kupiłam tanio, bo aż za całe 5 złociszy czarną marynarkę, a także albumy z panoramami Polski dla host rodziny. Planuję jeszcze jakieś słodycze, ale to tuż przed wyjazdem, no i oczywiście drobny upominek dla mojej mei mei (znaczy młodszej siostry). Razem z dziewczynami z Lublina zamówiłyśmy gumowe bransoletki "I <3 Poland", dotarła też w końcu do mnie moja karta płatnicza. Zaczęłam również sporządzać wstępną listę wszystkich niezbędnych rzeczy. Wiele osób mówi mi, żeby na Tajwan zabrać ubrania na max tydzień i duuużo bielizny. Bo powietrze jest tam wilgotne. A tak w ogóle~

TO JUŻ TYLKO 11 DNI DO MOJEGO WYLOTU! A nawet nie mam zrobionej żadnej prezentacji. Maria podpowiedziała mi, co prawda, jak się do nich przygotować, jednak zabranie się za nie jest już problemem samym w sobie.

Tak w ogóle to jestem cała zestresowana. Na początku był lajt i podchodziłam do całej tej wymiany z dystansem, podczas gdy wszyscy, przynajmniej takie mam wrażenie, starali się mnie nastraszyć. "Nie boisz się jechać sama tak daleko?", "Nie będziesz tęsknić za rodziną?". Efekt jest taki, że ostatnie kilka nocy przeleżałam bezsennie, bijąc się z własnymi myślami. Czy na pewno tego chcę? Czy poradzę sobie sama? Przecież, nie oszukujmy się, będę zdana tylko na siebie.

Czas, który mi pozostał, staram się teraz spędzić jak najlepiej. Spotykam się z przyjaciółmi, przebywam dużo z rodziną. Nie ma nic, czego bym żałowała, że nie zrobiłam~ Ciężko będzie zostawić za sobą to wszystko, ale wiem, że tam, gdzie idę, czekają na mnie nowe wyzwania, nowe problemy i nowi sprzymierzeńcy. Brzmi jak opis jakiejś gry RPG, haha~

Tymczasem żegnam się z Wami, do następnej notki.

2 komentarze:

  1. Jej, mi też ostatnimi czasy serce bije szybciej i uświadamiam sobie, że ROK to ROK. Ponad TRZYSTA DNI. Trzysta wieczorów w obcym łóżku.
    Ale damy radę. Będzie czadersko, będziemy miały zajebiste wspomnienia!

    OdpowiedzUsuń
  2. To że nie będziemy chciały wracać to więcej niż pewne ;) Ale mamy licea do skończenia, studia. Więc ja wrócić to wrócę. Z twarożku bym nie zrezygnowała!

    OdpowiedzUsuń