środa, 10 lipca 2013

Wpadki i wypadki w mandaryńskim

Witajcie.

Gdy kilka miesięcy dowiedziałam się, że moim host country ma być Tajwan, jak szalona rzuciłam się do nauki chińskiego mandaryńskiego - niestety, jedynie na własną rękę. Potrafię się już przedstawić, znam też podstawowe zwroty oraz najważniejsze słownictwo. Mimo to gryzie mnie jedna rzecz - czy aby na pewno uczę się właściwie? Tajwan to mimo wszystko nie Chiny, więc i w wymowie mogą wystąpić drobne różnice. W końcu żaden język w różnych rejonach nie brzmi identycznie, jak na przykład brytyjski i amerykański. Oba języki to angielski, jednak niektóre wyrazy amerykańskie dla Brytyjczyka mogą być kompletnie niezrozumiałe, lub też wydają się dziwne albo zwyczajnie niepoprawne. Dajmy na przykład taki "chodnik". W USA to po prostu "sidewalk", ale jak powiesz tak w Brytanii, Twój rozmówca najpewniej się skrzywi i poprawi Cię na "pavement" (trochę wyolbrzymione, ale wiecie, o co chodzi).

Na moje nieszczęście z identyczną sytuacją można się zetknąć w przypadku Chin i Tajwanu.

Niedawno znalazłam na Youtube to video:


Ogólnie filmik uświadomił mi, że źle nauczyłam się wyrażenia "dzień dobry". Lekko dobijające~

No ale to, rzecz jasna, tylko początek góry lodowej. Chiński jest o tyle trudny, że dokładnie to samo słowo, w zależności od tego, jak się je zaakcentuje, może oznaczać dwie kompletnie różne rzeczy. Sprawia to problem nie tylko obcokrajowcom, ale i samym Chińczykom* - i to do tego stopnia, że w teledyski piosenek wkleja się napisy, żeby ludzie dzięki nim wiedzieli, o co chodzi (!).

Pokażę na przykładzie liczb:


Na poprawę humoru włączyłam sobie kolejny film, którego tytuł wydał mi się~ zastanawiający. "Chinglish - a cóż to może znaczyć?". Tego się nie da wyjaśnić, to po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy :D


To z tym "dying-dining" jest rozwalające XD


*wiem, że na Tajwanie zostałabym za to zjedzona, ale tutaj będę używać słowa "Chińczycy" na określenie wszystkich ludzi posługujących się językiem chińskim

Pozdrawiam!

1 komentarz:

  1. Wiesz, w samych Chinach kontynentalnych występuje tyle dialektów, że nie sposób nauczyć się wszystkich :)

    Mojej pierwszej rodzinie kupuję spersonalizowane prezenty- to znaczy mojej host siostrze (tej w moim wieku) wisiorek z bursztynem (dziewczyńskie dziewczyny lubią takie rzeczy), jej mamie kolczyki, mojej drugiej siostrze (11) lnianą torbę z wzorem polskim (sobie kupiłam taką samą, bo jest naprawdę ładna!), mojemu host ojcu w NAVY zawiozę takie coś co mozna powiesić z Centralnego Biura Śledczego (Oni lubią takie rzeczy z różnych krajów zbierać) i tylko nie wiem co mam kupić mojemu host bratu w wieku 13 lat. Do tego Wedlowskie Ptasie Mleczko w ilości hurtowej, bo tego za granicą nie ma (niemki się objadały tym aż im sie uszy trzęsły!).
    A dla reszty host rodzin mam jeszcze po lnianej torbie i chyba kupię albumy.
    Do tego chcę też kupić coś z bursztynem dla mojej counselorki, na dobry początek wspólpracy :)
    A Ty co kupujesz?

    OdpowiedzUsuń