środa, 17 lipca 2013

Badania lekarskie i karta płatnicza

Ale zamieszania z moją wizą :D

Jutro mam badania lekarskie, bo wyszło w praniu, że potrzebuję mieć certyfikat zdrowia - a tam chcą wyników badania na obecność wirusa HIV, badania na RW, badania na pasożyty, zdjęcia z prześwietlenia klatki piersiowej~ No, ogólnie trochę tego jest. Wszystko zdecydowałam się wykonać w LuxMedzie, a tam wyniki otrzymuje się bardzo szybko, więc na szczęście nie będzie żadnego problemu z wyrobieniem się. Jak już wszystko dostanę, muszę pójść do mojej przychodni, żeby mi wypełnili te owiane mroczną tajemnicą rubryczki w certyfikacie. Przychodnię, oczywiście, zdążyłam już odwiedzić (miałam parę pytań). Gdybyście tylko widzieli minę mojej lekarz rodzinnej, gdy podsunęłam jej pod nos ten świstek napisany w połowie po chińsku, w połowie po angielsku xD Widok bezcenny. Przy okazji dowiedziałam się, że nie muszę się na nic szczepić, co do tej pory trochę mnie dziwi~

Jutro również idę do banku załatwiać sobie kartę płatniczą. Wielu wymieńców twierdzi, że najlepsza jest Visa i ostrzega mnie przed MasterCard, którym ponoć trudno na Tajwanie gdziekolwiek zapłacić, hmm~ No nic, zobaczymy. Mam tylko nadzieję, że nie będę zmuszona płacić jakiejś kosmicznej prowizji za przeliczanie na nowe dolary tajwańskie, ja tam biol-chemem jestem i o bankach wiem tyle, ile księża o małżeństwie :P

Wkrótce dam znać, jak poszło z tymi badaniami.

Zai jian!

środa, 10 lipca 2013

Wpadki i wypadki w mandaryńskim

Witajcie.

Gdy kilka miesięcy dowiedziałam się, że moim host country ma być Tajwan, jak szalona rzuciłam się do nauki chińskiego mandaryńskiego - niestety, jedynie na własną rękę. Potrafię się już przedstawić, znam też podstawowe zwroty oraz najważniejsze słownictwo. Mimo to gryzie mnie jedna rzecz - czy aby na pewno uczę się właściwie? Tajwan to mimo wszystko nie Chiny, więc i w wymowie mogą wystąpić drobne różnice. W końcu żaden język w różnych rejonach nie brzmi identycznie, jak na przykład brytyjski i amerykański. Oba języki to angielski, jednak niektóre wyrazy amerykańskie dla Brytyjczyka mogą być kompletnie niezrozumiałe, lub też wydają się dziwne albo zwyczajnie niepoprawne. Dajmy na przykład taki "chodnik". W USA to po prostu "sidewalk", ale jak powiesz tak w Brytanii, Twój rozmówca najpewniej się skrzywi i poprawi Cię na "pavement" (trochę wyolbrzymione, ale wiecie, o co chodzi).

Na moje nieszczęście z identyczną sytuacją można się zetknąć w przypadku Chin i Tajwanu.

Niedawno znalazłam na Youtube to video:


Ogólnie filmik uświadomił mi, że źle nauczyłam się wyrażenia "dzień dobry". Lekko dobijające~

No ale to, rzecz jasna, tylko początek góry lodowej. Chiński jest o tyle trudny, że dokładnie to samo słowo, w zależności od tego, jak się je zaakcentuje, może oznaczać dwie kompletnie różne rzeczy. Sprawia to problem nie tylko obcokrajowcom, ale i samym Chińczykom* - i to do tego stopnia, że w teledyski piosenek wkleja się napisy, żeby ludzie dzięki nim wiedzieli, o co chodzi (!).

Pokażę na przykładzie liczb:


Na poprawę humoru włączyłam sobie kolejny film, którego tytuł wydał mi się~ zastanawiający. "Chinglish - a cóż to może znaczyć?". Tego się nie da wyjaśnić, to po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy :D


To z tym "dying-dining" jest rozwalające XD


*wiem, że na Tajwanie zostałabym za to zjedzona, ale tutaj będę używać słowa "Chińczycy" na określenie wszystkich ludzi posługujących się językiem chińskim

Pozdrawiam!

poniedziałek, 8 lipca 2013

Notka informacyjna - charakterystyka Tajwanu

Nimen zao.

W związku z moim wyjazdem postanowiłam wyszukać jakichś informacji o dystrykcie, do którego zostałam przydzielona przez Klub Rotary. Numer przypisany do Tajpej to 3480, dlatego, mając tę liczbę w pamięci, przegrzebałam chyba cały internet w poszukiwaniu czegokolwiek, co choć trochę przybliżyłoby mi sylwetkę tej wyspy.

Zacznijmy klasycznie.


Oto flaga Republiki Chińskiej. W języku chińskim jest opisywana dosłownie jako Blue Sky, White Sun and a Wholly Red Earth, czyli po naszemu Błękitne Niebo, Białe Słońce i Całkowicie Czerwony Ląd. Flaga funkcjonuje od 1928 roku. 

Jeśli chodzi o politykę Tajwanu, to sprawa jest dość skomplikowana. Wiele osób ma błędne pojęcie, że Tajwan (a więc Republika Chińska) tworzy z Chinami kontynentalnymi (Chińską Republiką Ludową) jedną całość. Nic bardziej mylnego. Oficjalnie Tajwan to jedna z chińskich prowincji, jednak w praktyce jest niezależnym państwem z osobnym rządem, prawem, walutą (nowy dolar tajwański), skarbcem, armią. A więc skąd się wzięła ta cała prowincja? Otóż Chińczycy po prostu ogłosili, że jeśli ktokolwiek uzna Tajwan za niepodległy kraj, to będzie to równe zerwaniu sojuszu z Chinami. A teraz pomyślcie - kto byłby na tyle szalony, by ryzykować czymś takim? Myślę, że najlepsze wytłumaczenie zależności Chiny-Tajwan przedstawił mój znajomy Amerykanin - Chiny i Tajwan były kiedyś parą, jednak po czasie Tajwan miał dość, więc postanowił zerwać i Chiny są to stroną, która dalej desperacko żyje w przekonaniu, że są razem i próbuje do tego przekonać wszystkich naokoło ;) 


To teraz przejdźmy do ciekawszej części.

Tajpej, stolica Tajwanu, jest położony na północy wyspy. Dokładnie o tutaj:


Na mapce zaznaczony jest nie tylko sam Tajpej, ale cała jego metropolia. Wróćmy jednak do stolicy. Miasto zamieszkuje ponad dwa i pół miliona ludzi, jest więc taką małą Warszawą, z tą różnicą, że gęstość zaludnienia wynosi 9 600 osób na kilometr kwadratowy. A teraz porównajcie to sobie do Lublina, mojego rodzinnego miasta, gdzie jest ona równa 2 371 osobom. Patrząc na obie wartości Tajpej wydaje się trochę~ ciasny ;P Jeśli chodzi o powierzchnię całej wyspy, to obejmuje ona 35 980 kilometrów kwadratowych - jest więc ponad 8 razy mniejsza od Polski.

W dystrykcie 3480 funkcjonuje ponad 100 Klubów Rotary z 3 694. Rotarianami, wśród których są AŻ 734 kobiety (najwyraźniej najbliższy rok spędzę głównie w towarzystwie facetów~). Jest to najstarszy na całym Tajwanie dystrykt. 

Tak na marginesie, w Tajpej znajduje się druga najwyższa na świecie budowla - wieżowiec Taipei 101. Musicie przyznać, że robi wrażenie:


Poza wieżowcem Wikipedia podpowiedziała mi, że będąc na Tajwanie warto przyjrzeć się tym gmachom:

Biuro Prezydenta


Grobowiec Czang Kaj-szeka


Narodowe Muzeum Pałacowe


Świątynia Longshan


Świątynia Konfucjusza


Światynia Bao'an


Świątynia Zhinan

Myślę, że nie będę specjalnie oryginalna, twierdząc, że szczerze nienawidzę łazić po wszelkiego rodzaju obiektach religijnych. W tym wypadku zrobię jednak wyjątek i postaram się zobaczyć wszystkie rzeczy z listy ;) Jak zapewne zauważyliście, brak na niej jakiejkolwiek budowli chrześcijańskiej. Jest to spowodowane tym, że główne wyznania mieszkańców Tajwanu to taoizm, konfucjonizm (cokolwiek to jest~) oraz buddyzm. Chrześcijanie stanowią zaledwie 7 procent społeczeństwa!


Jeśli chodzi o faunę, to jest kilka endemicznych gatunków, między innymi kitta modra i bażant mikado. Obejrzyjmy je.



Poza tym na wyspie roi się od niedźwiedzi himalajskich, lisów, mangust, jeleni oraz wielu gatunków małp. Mam nadzieję, że już wkrótce uda mi się wstawić własne zdjęcia :)


Teraz będzie troszkę o ciuszkach. Na samym Tajwanie panuje moda zachodnia, nie ma tam kultury noszenia przez młode dziewczęta ubrań lolicich czy innych kojarzonych głównie z Azją. Wyjątek stanowią oczywiście konwenty mangowe i cosplay, ale tę kwestię pominę, bo tu sprawa wygląda tak samo jak w Polsce :P O czym warto pamiętać to to, że średnia roczna temperatura Tajwanu to 23 stopnie. Czyli jest ciepło. Bardzo ciepło. Do tego stopnia, że w zimie nie ma śniegu, a w szkołach montuje się specjalne klimatyzacje. Już widzę tam siebie biegającą w tych wszystkich moich warstwach ubrań ;___; Ci, co mnie osobiście znają, wiedzą, o co chodzi~

No ale jakimś cudem znowu zeszłam z tematu~ Stroje. Narodowym strojem chińskim jest qipao (nazywane również cheongsam lub changshan), jest to kobieca suknia wykonana najczęściej z jedwabiu, której cechą charakterystyczną jest stójka pod szyją. Sięga przeważnie do kostek, chociaż istnieją też seksowniejsze w wersji mini ;) Wygląda mniej-więcej tak:


 

Istnieje też męska wersja qipao, jednak nie jest już tak szykowna.

Kolejny strój to hanfu. Składa się z kilku warstw materiału, ma szerokie rękawy i wiele motywów ozdobnych. Jest naprawdę przepiękne, wyglądem przypomina mi nieco japońskie kimono~ I tak jak kimono może być noszone i przez kobiety, i przez mężczyzn.





Najlepszy w moim mniemaniu temat zostawiłam na koniec - a jest nim jedzenie :D Chińska kuchnia jest doskonale znana na całym świecie, nic dziwnego, wszędzie można znaleźć jakąś dobrą, tanią chińską knajpkę. Swoje poszukiwania rozpoczęłam od wklepania w Google formułki "tradycyjne danie chińskie" i znalazłam oczywiście~ hmm, nic. Chiny są naprawdę ogromne z tymi wszystkimi prowincjami, przez co trudno wyłonić jedną potrawę, której można by nadać miano narodowej. Mimo to niewątpliwą popularnością cieszy się zupa z płetwy rekina. To rekiny się je, serio~?

 Chyba nie wygląda tak strasznie, jak brzmi, nie?

Poza tym znalazłam również: kaczkę po pekińsku, fo tiao qiang, dim sum, makaron Wonton, tartę jajeczną, czerwoną gotowaną potrawkę wieprzową, pieczoną gęś, drożdżówkę z ananasem, drożdżówkę z siekaną wieprzowiną, xiaolongbao, kurczaka Kung Pao, podwójnie gotowaną wieprzowinę... Czy to tylko jakaś moja mania, czy może te dania autentycznie są dość... mięsne? *panika wegetarianki oficjalnie aktywowana* Co najbardziej przykuło moją uwagę to stuletnie jajo - powiedzmy, że nazwa wydała mi się całkiem interesująca. Z czystej ciekawości zagłębiłam się w temat i odkryłam, że w istocie jest to zakonserwowane i przechowywane od kilku tygodni do kilku miesięcy jajko na twardo, które przez Chińczyków jest uważane za najprawdziwszy przysmak! Przeszłam zatem do Google Grafika i... no, trochę mnie zamurowało. Chyba aż wkleję fotkę:


Powiem tyle, Chiny to Chiny, Tajwan to Tajwan, są to kraje rzeczy zapierających dech w piersiach, ale również i dziwactw. Specjału, rzecz jasna, nie spróbuję~


Co jeszcze ciekawego~ A tak! Jako że najbliższy rok spędzę w stolicy, będę świadkiem wielu hucznie obchodzonych chińskich uroczystości. Niewątpliwie największym świętem jest Chiński Nowy rok, który przypada między końcem stycznia a końcem lutego. Trwa 3 tygodnie i nie chodzi się wtedy do szkoły. Festiwal zakończony jest Świętem Latarni - to właśnie jego nie mogę się doczekać najbardziej! Jak tylko za kilka miesięcy dodam fotki i relacje, zrozumiecie, o czym mówię :) 

Podsyłam Wam jeszcze trzy filmiki video, które dostałam od swojej counselorki, Nadine, kiedy zapytałam ją o jakieś mandaryńskie kapele. Mam nadzieję, że się Wam spodobają! ^_^ 






To tyle w dzisiejszym poście, dziękuję Wam wszystkim za czytanie i do napisania wkrótce! 
Zai jian!