poniedziałek, 3 czerwca 2013

Ale o co tu właściwie chodzi?

Witam wszystkich!

Założyłam tego bloga, jako że w sierpniu zacznie się moja największa w życiu przygoda i naturalnie chciałabym się podzielić wszystkimi szczegółami, a także entuzjazmem, który od jakiegoś już czasu mnie wypełnia. Być może ktoś z Was, czytając moje posty, również zdecyduje się na ten szalony krok? Cóż, powiem tyle - na pewno warto!

Nigdy nie pomyślałabym, że kiedykolwiek pojadę na wymianę, jednak na początku roku szkolnego w moim liceum zaczęło być głośno o wyjazdach szkolnych do USA. Naturalnie jestem osobą uwielbiającą podróże, więc od razu zainteresowałam się tematem. W ten sposób dowiedziałam się o Klubie Rotary, ogólnoświatowej organizacji służebnej, która oferuje młodym ludziom naukowe wyjazdy do wszystkich zakątków świata. Spontanicznie złożyłam aplikację i co się okazało? Mój wniosek został zaakceptowany!

No dobra, przyznam, że nie jestem dobra w tych wszystkich formalnościach, dlatego darujmy już sobie resztę wstępu. Rzecz wygląda tak - nie zadeklarowałam się, do jakiego kraju chcę jechać, więc przydzielili mnie do Tajwanu. Jestem dzieckiem w czepku urodzonym, dlatego trafiła mi się stolica, no i jest zajebiście. Będę siedzieć z Chinolami i zajadać się ryżem *serce* Nie zrozumcie mnie źle, jestem wielką fanką Azji i sądzę, że lepiej trafić mi się nie mogło. 16-17 sierpnia wylatuję z Warszawy do Tajpej (z dwiema przesiadkami po drodze), gdzie spędzę najbliższy rok szkolny, ucząc się języka chińskiego (a konkretnie jego mandaryńskiej odmiany). Wiem już, do jakiej szkoły będę chodzić. Jest to Municipal Zhong-Zheng Senior High School, jedna z najlepszych szkół w kraju! Jest to naprawdę duże liceum, bo uczęszcza do niego aż 3000 uczniów. Muszę przyznać, że jestem ciekawa, jak to będzie wyglądać, całe życie chodziłam do małych prywatnych, kameralnych szkół, gdzie wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą.

Zdążyłam już nawet poznać drogą fejsbukową dwójkę innych wymieńców. To Ketisha, przemiła Australijka (będę chodzić z nią do klasy) oraz Ben, naprawdę spoko gość z USA, który niszczy dosłownie każdy stereotyp o przeciętnym Amerykaninie. Super, nie tylko nauczę się podstaw chińskiego, ale dzięki nim podszlifuję też angielski. Dla mnie bomba.

Piszę tego posta, będąc całkowicie podekscytowaną, więc wybaczcie mi, proszę, mój chaotyczny styl. Chciałabym opowiedzieć od razu o wszystkim, a że trochę tego jest, nie wydaje mi się, żeby moje umiejętności pisarskie były na tyle dobre, abym była w stanie wypocić długi, uporządkowany tekst zawierający wszystkie istotne informacje, które chciałabym Wam przekazać. Na chwilę obecną jeszcze do mnie samej nie dotarł fakt, że wyjeżdżam na wymianę, to wszystko wydaje się takie odległe~ Pozostaje mi tylko powoli przyzwyczajać się do myśli, że niedługo zostawię za sobą to, co do tej pory znałam. Przyznam, że trochę mnie to przeraża.

Na razie żegnam się z Wami, wkrótce napiszę ponownie.
Całuski.

2 komentarze:

  1. Wreszcie założyłaś bloga! Z wielka chęcią będę czytać co piszesz :)

    OdpowiedzUsuń